Przeklęty złoty środek

fot. www.psdgraphics.comPoczątki z improwizacją u wszystkich wyglądają podobnie. Przychodziliśmy na treningi lub warsztaty, by się wyluzować i odpocząć od szarej rzeczywistości. Bawiliśmy się w swoich grupach i poznawaliśmy się. Liczyła się dla nas zabawa. Chcieliśmy dużo i często. Ale z samej zabawy improwizator niewiele się nauczy.

Impro to zabawa. Impro to wolność. Impro to radość. Takie zdania powtarzaliśmy sobie na początku. Nie potrzebowaliśmy wtedy zbyt wielkiej wiedzy teoretycznej. Ograniczała się ona do zasad gier i nam to wystarczało. Jednak z czasem zaczęliśmy odczuwać, że można to wszystko robić lepiej. Wówczas sięgnęliśmy po ćwiczenia. Wykonywaliśmy ćwiczenia, jedne przychodziły nam łatwiej, inne ciężej. Okazało się, że treningi już nie sprawiają nam takiej radości jak wcześniej.

Moja grupa To Mało Powiedziane jest grupą ekstremalną. Mam na myśli to, że przechodzimy z jednej skrajności w drugą. Na samym początku impro to była właśnie zabawa. Po pierwszych intensywnych warsztatach prowadzonych przez osoby z zewnątrz zaczęliśmy bardzo dużo wagi przywiązywać do pracy i rozwoju osobistego warsztatu. Po paru miesiącach byliśmy wycieńczeni przez ciągłe ćwiczenia i radość nie tylko z improwizacji, ale również ze wspólnego spotkania bardzo mocno spadła. Powrót do początkowych ćwiczeń i gier sprawił, że improwizacja zaczęła nas bawić na nowo. Jakiś czas później mieliśmy kolejne warsztaty, które jeszcze mocniej nam dały po głowie. Znów mieliśmy okres bardzo intensywnej pracy. Na szczęście udało nam się zachować proporcje i nie spadł nam zapał do impro. Potem odeszliśmy od robienia ćwiczeń i skupiliśmy się na grach impro i długich formach. Zaczęliśmy odczuwać, że przestaliśmy się rozwijać. Każdy nasz występ niby był dobry, ale czuliśmy, że czegoś brakuje. Ostatnio ponownie wróciliśmy do ćwiczeń.

Ostatnie miesiące były dla mojej grupy tak intensywne, że jadąc na występ czułem, że chcę go po prostu „odbębnić” i wrócić do domu. Potrafiłem się jednak skoncentrować na występie tak, by zagrać najlepiej jak potrafię. Mimo wszystko w pewnym momencie straciłem zapał do impro. Chciałem sobie zrobić przerwę od improwizacji. Na szczęście wtedy z odsieczą przyszły warsztaty z Robertem Cichockim. Poznałem nowe techniki, które mnie strasznie zajarały i zapał wrócił. Teraz nie mogę się doczekać treningu, bo chcę grać i zrozumieć w pełni nową wiedzę.

Tytułowy złoty środek odnosi się właśnie do równowagi pomiędzy sumienną pracą nad rozwijaniem umiejętności scenicznych a zabawą płynącą z improwizacji. Bez zabawy każdy trening jest katorgą i z czasem nie chce się na niego uczęszczać. Bez pracy każda scena będzie wyglądać tak samo, improwizatorzy będą grali te same postaci, a rozwój jest praktycznie zerowy.

Złoty środek odnosi się również do równowagi pomiędzy występami, treningami a czasem wolnym. Niestety nie samym impro człowiek żyje. Potrzeba czasem zrobić sobie jeden wieczór totalnie wolny od wszystkiego. W przeciwnym razie, jak w moim przypadku, można się zniechęcić do improwizacji.

Celowo użyłem w tytule słowa „przeklęty”. Bilans pomiędzy zabawą a pracą udało nam się osiągnąć po ponad dwóch latach działalności. Bilans pomiędzy treningami, występami i czasem wolnym jest cięższy do wypracowania. Nie mam niestety żadnych mądrych rad w tej materii. Każda grupa i każdy improwizator musi znaleźć swój złoty środek.

1 Comments

Pozostaw odpowiedź Robert Suchar. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *