Prowadzący – pan i władca sceny

fot. www.rudebaguette.comZbliża się czas rozpoczęcia występu. Na scenę wchodzi improwizator i wita publiczność słowami „Dobry wieczór!” Dziś parę słów o cechach, jakie powinna posiadać osoba prowadząca występ improwizowany. Nie jest to prosta funkcja, więc tym bardziej trzeba wiedzieć jak się zachować.

Ten tekst to bardziej zbiór moich przemyśleń na temat zachowania prowadzącego podczas występu, niż spójny tekst. Na sam początek opiszę kilka podejść do tematu prowadzącego. Jest to ciekawe o tyle, że każda grupa ma swój sposób na jego wybranie. Każda opcja ma swoje plusy i minusy, które postaram się wypunktować.

1) Jeden prowadzący, jednocześnie grający

To jeden z najpowszechniejszych sposobów na prowadzenie występu. Jedna osoba panuje nad całym występem. Wykonuje rozgrzewkę, objaśniania zasady i wybiera sugestie. Argumentem za taką formą jest przede wszystkim spójność, swoista ramka występu. Zwykle taki model jest wybierany przez młode grupy. Z drugiej strony, istnieje (zwłaszcza na początku działalności) zagrożenie, że publiczność będzie źle patrzyć na to, że prowadzący wybiera sugestie do gier, w których sam gra. Takie trochę posądzenie o wybieranie sobie łatwiejszych sugestii.

2) Jeden główny prowadzący oraz pomocniczy prowadzący

Ten sposób jest bardzo posobny do poprzedniego. Prowadzący pomocniczy przejmuje prowadzenie gier, w których gra główny prowadzący. Jest to o tyle dobre rozwiązanie, że eliminuje podejrzenie wybierania przez prowadzącego łatwiejszych sugestii dla siebie. Z drugiej strony zaburzona zostaje ramka występu.

3) Improwizatorzy kolejno tłumaczą gry

Jest to znowu modyfikacja poprzedniego punktu. Improwizatorzy dzielą się mniej więcej po równo ilością tłumaczonych gier. Zaletą takiego rozwiązania jest możliwość sprawdzenia każdego improwizatora jak sobie radzi z prowadzeniem występu. Z drugiej strony, w takim przypadku nie istnieje spójna ramka, która wiąże występ.

4) Prowadzący niegrający

Przyznam, że jest to bardzo ciekawe rozwiązanie. Piszę o nim głównie by wspomnieć o białostockim ŻBIKu. W tej grupie Mieszko i Maciek na zmianę są prowadzącymi. Na jednym występie Mieszko jest prowadzącym przez cały występ, a Maciek gra. W kolejnym to Maciek objaśnia wszystkie gry, moderuje i kończy sceny, a Mieszko pojawia się na scenie. Ramka występu jest obecna, a prowadzący wie, że będzie mógł poszaleć na scenie na kolejnym występie.

5) Duet prowadzących

Nie wiem, czy takie rozwiązanie jest jeszcze stosowane, ale wspomnę o nim. Dawno temu, gdy grupa Ad Hoc grała jeszcze krótkie formy (ach, kiedy to było! 🙂 ), na występie było obecnych dwóch prowadzących. Załóżmy, że pierwszą część prowadził Alan. Nie brał udziału w żadnej grze. W połowie występu następowała zmiana. Powiedzmy, że drugą część prowadzi Jeffrey. Teraz on tylko i wyłącznie prowadzi i moderuje gry. Takie rozwiązanie pozwala prowadzącym być czynnikiem stałym podczas występu i jednocześnie pokazać się w kilku grach. Z drugiej strony prowadzący mają dużo ciężej, gdyż grają swoje gry jedna po drugiej, w zasadzie bez chwili przerwy, a zaraz potem (lub przedtem) spoczywa na nich odpowiedzialność na prowadzenie. To potrafi porządnie zmęczyć.

Teraz kiedy już wiemy jakie są możliwości prowadzenia występu, możemy przejść do cech, jakimi powinien wykazywać się prowadzący. Przede wszystkim prowadzący koniecznie musi być pewny siebie na scenie. Jest to bardzo ważne, gdyż publiczność niepewne zachowanie na scenie odbiera jako nieprzygotowanie i przez to niełatwo jest ich sobie zjednać. Drugą ważną sprawą jest charyzma i łatwość nawiązywania kontaktu z publicznością. Warto w ramach rozgrzewki czy tłumaczenia czym jest improwizacja wejść w interakcję. To dodatkowo otwiera publiczność na dobrą zabawę i niekrępowanie się podczas rzucania sugestii.

O ile zawsze istnieje jakiś plan występu, prowadzący nie może bać się odejść od niego by zrobić coś, co „czuje, że musi zrobić”. Mam tu na myśli na przykład sytuację, gdy ktoś z publiczności na samym początku występu co chwilę komentuje lub rzuca inne uwagi. Należy wówczas wejść z taką osobą w interakcję, dać jej się wygadać, płynnie spuentować sytuację i wrócić do występu. Takie osoby głównie po to przychodzą, by móc coś zrobić przed ludźmi. Kiedy to im się uda, przez resztę występu zachowują się spokojnie. Pamiętam taką sytuację na występie grupy Siedem Razy Jeden w Zielonej Górze. Na występie obsługa techniczna montowała reflektor specjalnie by pewnego pana doświetlić. Później dowiedziałem się, że on często przychodzi i rzuca bardzo długie historio-anegdoty, które są skomplikowane, szczegółowe i w zasadzie niemożliwe do odegrania. Na tym występie gość zamiast sugestii dał improwizatorom całą fabułę, łącznie z postaciami, ich historiami, problemami, rozwiązaniami i puentą. Facet gadał dobre 3 minuty. Na koniec improwizatorzy stwierdzili, że tu już nie da się nic więcej zaimprowizować i wzięli inną sugestię.

W przypadku długich form kwestia prowadzącego jest łatwiejsza, gdyż tylko na samym początku należy krótko omówić jak będzie wyglądał występ, wziąć sugestię i grać. Kiedyś trafiłem na poradę, że od momentu wejścia grupy na scenę do rozpoczęcia grania nie powinno upłynąć więcej niż 60 sekund. Argumentowane było to wytracaniem energii, i maksymalizacją długości grania. W Polsce nie widziałem jeszcze by ktoś zmieścił się w takim czasie. Jednak jest to dość dobra wskazówka na festiwale improwizacji, gdyż tam publiczność z reguły wie po co przychodzi i nie ma sensu przedłużać rozpoczęcia. Oczywiście nie dotyczy to spektakli, w których formuła prowadzenia jest wpisana w ramkę całego występu.

Jeszcze inaczej wygląda sprawa w przypadku specjalnych form improwizacji, takich jak mecz impro. W zależności od tego jak grupy się dogadają, taki występ prowadzi osoba z jednej grupy (zwykle gospodarzy), po jednej osobie z danej grupy, lub osoba z zewnątrz. Pojedynek zazwyczaj odbywa się na krótkie formy, więc występ powinien się kierować tymi samymi wyznacznikami, czyli dobra sugestia, energia, kończenie w dobrym momencie. Niestety widziałem parę meczy, w których prowadzący podeszli do sprawy za bardzo na serio. Przyjęty przez tych prowadzących model prowadzenia zakładał, że prowadzący musi wyciszyć publiczność, tak by uczciwie móc ocenić po reakcjach publiczności, która grupa była lepsza. Jest to strzał w kolano, gdyż prowadzący za bardzo myśli o pojedynku, a za mało o publiczności. Publiczność przede wszystkim chce zobaczyć dobre widowisko. Głosowanie jest tylko urozmaiceniem. Liczą się dobre sceny i dobra energia, bo to napędza cały spektakl.

Wybór sugestii przez prowadzącego jest bardzo szerokim polem do dyskusji, o którym już pisałem. Istnieją dwie szkoły dobierania sugestii. Pierwsza mówi, że należy brać taką sugestię, która inspiruje Ciebie i improwizatorów na scenie. Często publiczność rzuca takie sugestie jak kościół, prosektorium, cmentarz czy park i trzeba przez nie się przebić, by dostać coś ciekawego. Po pewnym czasie takie ograne sugestie już stają się nużące i gracze chcą spróbować czegoś nowego. Z drugiej strony przedłużanie procesu wyboru sugestii odbija się na dynamice występu i potrafi skutecznie obniżyć energię. Zwłaszcza, gdy prowadzący wybiera sugestię bardzo długo.

Druga szkoła twierdzi, że należy brać pierwszą sugestię, jaką się usłyszy. Na plus trzeba zaliczyć z pewnością praktycznie zerowy spadek dynamiki występu. Z drugiej strony pojawia się ryzyko sugestii, która się powtarza. Wówczas to od improwizatorów zależy czy z powszedniej sugestii są w stanie wyciągnąć coś więcej niż do tej pory.

Ciężką, ale jednocześnie niezwykle przydatną umiejętnością prowadzącego występ jest umiejętne ripostowanie publiczności. Mam tu na myśli ripostowanie osób, które przez cały występ krzyczą jedną sugestię lub rzucają tak ciężkie (tematycznie) sugestie, że nie ma szans ich wziąć. Te osoby są zwykle bardzo czujne i wyczekują ułamka sekundy ciszy by wykrzyczeć swoją sugestię i być słyszanym. Do takich osób trzeba podejść z szacunkiem, ale całą sytuację obrócić przeciwko nim. Jeśli ktoś cały czas krzyczy „toaleta”, należy mu wskazać toaletę lub po prostu zapytać dlaczego jest tak zafiksowany na toaletę. Jeśli ktoś krzyczy „prosektorium”, to należy go zapytać czy tam pracuje lub o przyczyny jego zafascynowania prosektorium. Podobnie jak wcześniej przytoczony pan z Zielonej Góry, te osoby po prostu chcą być zauważone. Jednak trzeba bardzo uważać by nie przegiąć ripostą, bo pozostała część publiczności może się zniechęcić do rzucania sugestii w obawie przed zripostowaniem.

Nie bez znaczenia też pozostaje zachowanie reszty grupy. Bardzo źle to wygląda, gdy improwizatorzy stojący za prowadzącym lub na boku zaczynają między sobą rozmawiać, a co gorsza wchodzić w słowo prowadzącemu. Publiczność odbiera to jako niekompetencję prowadzącego, gdyż inni muszą mu pomagać w prowadzeniu. Dodatkowo, pogaduchy między improwizatorami podczas gadki prowadzącego świadczą o braku szacunku improwizatorów do siebie. Nie wspomnę nawet o korzystaniu z telefonu podczas występu, a takie sytuacje też widziałem.

Czasami niejasne może być jak się zwracać do publiczności. Z reguły prowadzący powinien się zwracać do publiczności „per Państwo”, a dopiero później przejść „na ty”. Jeśli prowadzący na szybko spojrzy na salę i zauważy, że na publiczności siedzą w większości młode osoby, może od razu zwracać się do publiczności jak do równego sobie. W przypadku zamkniętych występów, lepiej niekiedy nawet przez cały występ pozostać na „per Państwo”. Dzięki temu okazuje się szacunek.

Skoro mowa o szacunku, są w Polsce pewne grupy, które kompletnie nie szanują publiczności. Publiczności, która wydaje pieniądze na bilety, by oglądać ich spektakle impro. Ten brak szacunku przejawia się między innymi tym, że gospodarz otwarcie mówi publiczności, że jeśli coś nie wyjdzie, to jest to ich (publiczności) wina. Jeśli jakaś scena nie wyjdzie, to jest to tylko i wyłącznie wina improwizatorów i błędów przez nich popełnionych. Oprócz tego prowadzący komentuje w negatywny sposób frekwencję, również zwalając winę na publiczność. Dlaczego osoba, która wykazała się chęcią przyjścia na występ dostaje po głowie za to, że nie przyprowadziła znajomych? Takie rzeczy nie powinny mieć miejsca nigdzie i nigdy, ale niestety się dzieją. To improwizatorzy są dla publiczności, nie publiczność dla improwizatorów.

Temat jest na pewno szerszy, niż opisane przeze mnie aspekty. Zapraszam do dyskusji, co jeszcze cechuje dobrego prowadzącego i czego należy unikać  🙂

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *