Najbardziej irytująca rzecz w polskim impro

fot. scaleme.plDziś wbiję kij w mrowisko. W tym wpisie przeczytacie co myślę na temat plagi, która nawiedziła polskie sceny impro. Zapewne niektórzy się nie zgodzą i będą pisać, że skoro to się pojawia to znaczy, że ludziom się to podoba. To ich święte prawo. Mnie to jednak irytuje.

Zacznijmy jednak od początku. Jesteśmy w Gdańsku na Festiwalu „Podaj Wiosło” w roku 2014. Oglądamy ImproIgrzyska. Kacper Ruciński rzucił żartem odnośnie całkowicie (wówczas) żeńskiej grupy wymyWammy, że w grupie są prawie same kobiety. Z publiczności poderwały się buczenie i hasła „Hańba” oraz „Przeproś”. I wtedy narodził się tekst, który prawie półtorej roku później wciąż jakimś cudem istnieje i ma się dobrze. Ktoś z balkonu krzyknął Przeproś piosenką.

To hasło było motywem przewodnim tego festiwalu, zresztą całkiem słusznie. Sam je skandowałem razem z całą salą. Podczas festiwalu przepraszało jeszcze kilka osób, między innymi Wojtek Tremiszewski. Przepraszający radzili sobie z tym zadaniem lepiej lub gorzej, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, co działo się po festiwalu.

Hasło „Przeproś piosenką” porozjeżdżało się po całej Polsce. Grupom oglądającym tamten festiwal tak się spodobało przepraszanie piosenką, że ten motyw zaczęto stosować nawet podczas regularnych występów. Potem razem z To Mało Powiedziane mieliśmy dość dużo wyjazdów, więc graliśmy w różnych miastach i z różnymi grupami. Wiele razy pojawiał się tam motyw przepraszania piosenką. Były też festiwale mniejsze i większe. Tam też przepraszali piosenką.

Jaki mam problem? Tego przepraszania piosenką jest po prostu za dużo. Gdyby to miało miejsce tylko i wyłącznie raz w roku na festiwalu w Gdańsku to nie byłoby o nic szumu. Niestety kiedy słyszy się to hasło po raz iksdziesiąty, człowiek ma po prostu dość i jest nim znudzony. Zwłaszcza, jeśli w ciągu jednego występu pada to kilka razy. Taki odgrzewany kotlet.

Tyle z perspektywy samego oglądającego. Inaczej zupełnie to odbierają osoby na scenie. Pal licho, jeśli piosenką przepraszano w trakcie konferansjerki, jak w przypadku Kacpra. Dużo gorzej mają osoby, które muszą przepraszać piosenką, a mają ograniczony czas na scenie, jak w przypadku ImproIgrzysk. W tym roku moja grupa przepraszała dwa razy. Ograliśmy to tak, jak najbardziej mogliśmy. Przez to skandowanie jednej gry nie skończyliśmy naturalnie, a drugiej nawet dobrze nie zaczęliśmy. Dwa przepraszania piosenką na 20 minut występu? Za bardzo się nie mogliśmy pokazać.

Odgrzewany kotlet to jedna strona medalu. Powiedzmy, że sceny idą super. Żrą, są ciekawe i dynamiczne. Nagle po jednym dosadniejszym tekście pada z publiczności „Przeproś piosenką”. Piosenka wytraca całą energię i spójność budowaną do tego momentu. Improwizatorzy muszą przerwać scenę by usłużnie poddać się woli publiczności. W najlepszym razie piosenka jest średnio udana. Ciężko wówczas znów zbudować niemal od zera dobrą energię.

Na tegorocznym Wiośle było kilku naszych warsztatowiczów. Jakiś czas później graliśmy u siebie występ i akurat naszego muzyka, Przemka, nie było. W każdym razie powiedziałem jakiś mocniejszy tekst i usłyszałem od nich „Przeproś piosenką”. Wyszedłem na środek i oznajmiłem, że nie przeproszę piosenką, bo nie ma muzyka. Wróciłem na bok i kontynuowaliśmy występ. Energia nie spadła.

Uważam, że hasło „Przeproś piosenką” powinno istnieć tylko i wyłącznie na Festiwalu „Podaj Wiosło” w Gdańsku. Niech będzie oznaczone jako produkt regionalny dostępny jedynie na miejscu. Impro jest w Polsce nowe. My się go uczymy, publiczność też. Jeśli nauczyliśmy przepraszania piosenką naszą publiczność, teraz czas ją tego oduczyć.

1 Comments

  1. Kalina Dziadosz

    Mam wrażenie, że hasło: „Przeproś piosenką” słyszałam przed 2014 rokiem. Z resztą tekstu się zgadzam.

Pozostaw odpowiedź Kalina Dziadosz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *